Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie

Choć kto inny śpi przy tobie,

Nie ty mnie rano budzisz

Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie

Czasem nawet jest z tym dobrze

Wstyd o tym głośno mówić

Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie

Kiedy myślę, że cię kocham

Kiedy myślę, że cię chcę

Dawno mamy już za sobą pierwsze kroki w chmurach

Znamy dobrze swoje miejsce, wiemy dobrze gdzie nasz brzeg

Przy nadpalonych mostach

Gdzieś pomiędzy wierszami

Na skrzyżowaniu słów

Niewypowiedzianych

Gdzieś pomiędzy wierszami

Wybucha w nas permanentne siódme niebo

Już nie panuję nad zmysłami

Moje oczy są oczami wariata

Kiedy spotykają się z twoimi oczami






To tylko takie coś

To nie pozwala spać

staje w poprzek gardła

jak sztylet, jak cierń

Kiedy praży się Paryż

gasną perły na wystawach

w płomieniach pękają kasztany

hukiem tysięcy dział


Ciała szyn są śliskie

tyle jest dziś do wygrania

Kiedy praży się Paryż

gasną perły na wystawach


Nasze ciche pocałunki

jak obłoki lecą z okien

Mknie konna policja

Konie zabijają wzrokiem

Palmy kołyszą się jak młode dziewczyny

lecą iskry z ich warkoczy

Kiedy praży się Paryż

rozszerzają się źrenice i ciemnieją oczy

rozszerzają się źrenice i ciemnieją oczy


Zastyga krew w kałużach

gdy całujesz moje usta

Dziwnie kurczą się ulice

Jest za piętnaście szósta



Chodź, chodź ze mną do łóżka

Zrobię to byś bać się przestała

Będę całował twoje palce

Będę dotykał twoje nagie ciało

Więc chodź, chodź ze mną do łóżka

Ja będę w tobie, a ty będziesz we mnie

Chodź ze mną do łóżka

Poczujemy się wzajemnie


Raisa, Raisa, Raisa Gorbaczow!


Chodź, chodź ze mną do łóżka

Nie potrzebujemy się cieszyć po ciemku

Chodź, chodź ze mną do łóżka

Bez ambicji, grzechów, wstydu i lęku

Chodź chodź ze mną do łóżka

Ja będę w tobie, a ty będziesz we mnie

Najważniejsze jest to, że jesteś

Gdy możemy poczuć się wzajemnie


Raisa, Raisa, Raisa, Gorbaczow